Ciężko pracuję, by umrzeć jako znany artysta (z wyraźnym naciskiem na pracuję, a nie na umrzeć) i ku mojej własnej radości - ta praca czasem przynosi bardzo konkretne efekty. Jednym z nich jest zakwalifikowanie dwóch moich plakatów na wystawę finałową 29 Biennale Plakatu Polskiego w BWA Katowice. To dla mnie ogromne wyróżnienie, zwłaszcza że do tego etapu wybrano jedynie 233 autorów i autorki spośród aż 1598 zgłoszonych prac. Jest to również mój drugi udział w biennale artystycznym w tym roku, po debiucie w BWA w moim rodzinnym Tarnowie.
Zakwalifikowane plakaty pochodzą z serii „Polska”, która jest dla mnie próbą zmierzenia się z naszym narodowym sposobem myślenia o własnej tożsamości, krajobrazie i języku. Już Mikołaj Rej głosił, że Polacy nie gęsi i swój język mają, i trudno się z tym nie zgodzić. Ale co jeszcze mamy? Ano mamy piękne polskie krajobrazy. Właśnie… czy aby na pewno potrafimy je tak postrzegać?
Bo choć mamy Jurę, Ponidzie, Roztocze czy Bieszczady , to uparcie próbujemy je przemianowywać. Lubimy mówić o „polskich Malediwach”, „polskich Dolomitach” czy „polskim Kilimandżaro”. Jakby nasze miejsca były wartościowe dopiero wtedy, gdy da się je porównać do czegoś większego, dalszego i bardziej egzotycznego. Jedną z naszych narodowych przywar jest niestety kompleks niższości i potrzeba dopisywania sobie wartości poprzez odniesienie do „lepszych”, „bardziej znanych”, „światowych”.
A przecież paradoks polega na tym, że obcokrajowcy często autentycznie zachwycają się polskimi krajobrazami, ich surowością, spokojem i brakiem nachalnej spektakularności. Może więc problem nie leży w tym, co mamy, ale w tym, jak o tym myślimy? Seria „Polska” jest właśnie o tym: o potrzebie nazywania rzeczy po imieniu. Niech Jura będzie Jurą, a Ponidzie Ponidziem. Bez kompleksów.
Patrząc dalej w przyszłość, rok 2026 zapowiada się dla mnie bardzo intensywnie. Planuję swoją pierwszą wystawę indywidualną, a także dalszy udział w konkursach i przeglądach artystycznych, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Tymczasem już za kilkanaście dni wyruszam w krótką podróż do Barcelony, gdzie na Międzynarodowej Wystawie Drukarstwa zaprezentowany zostanie mój linoryt Danse Macabre. Lepszego otwarcia 2026 roku trudno sobie wymarzyć.
Tworze dalej. Trzymajcie się ciepło.
Marcin Jucha











