
Moje plakaty na ulicach. Paste Up Warsaw 2026
Lubię plakaty w galerii, ale jeszcze bardziej lubię je tam, skąd właściwie pochodzą, czyli na ulicy. W tym roku moje prace zostały zakwalifikowane do Paste Up Warsaw, Festiwalu Plakatu Niezależnego, i pojawiły się w przestrzeni miejskiej Warszawy, Krakowa i Gdańska.
Idea festiwalu jest prosta i bardzo mi bliska. Plakat nie musi wisieć w galerii, do której trzeba specjalnie przyjść. Może pojawić się w mieście i spotkać kogoś zupełnie przypadkiem, podczas spaceru, drogi do pracy albo wyjścia ze znajomymi.
Plakat wraca na ulicę
Paste Up Warsaw to międzynarodowy Festiwal Plakatu Niezależnego, który pokazuje prace twórców z Polski i zagranicy bezpośrednio w przestrzeni publicznej. W Warszawie plakaty trafiają na około 200 metrową ścianę przy Bulwarach Wiślanych, tworząc ogromną plenerową galerię dostępną dla każdego.
Co ważne, wystawa nie znika po kilku dniach. Warszawska galeria funkcjonuje przez cały rok i jest regularnie uzupełniana o kolejne prace.


Warszawa, Kraków i Gdańsk
Tegoroczna edycja nie ogranicza się jednak do stolicy. Wybrane plakaty podróżują dalej i pojawiają się podczas kolejnych odsłon festiwalu w innych miastach.
20 czerwca Paste Up zawitał do Krakowa, gdzie plakaty można było zobaczyć w Parku Jordana. To właśnie z tej odsłony pochodzą zdjęcia, które widzicie w tym wpisie.
Kolejnym przystankiem był Gdańsk, gdzie wystawa pojawiła się w przestrzeni 100czni przy okazji Wisłoujście Festival. Festiwal wraca również do Warszawy z kolejną odsłoną 29 sierpnia.

Sztuka bez drzwi wejściowych
Bardzo podoba mi się pomysł pokazania sztuki w miejscu, w którym nie trzeba jej specjalnie szukać. Nie trzeba kupować biletu, znać godzin otwarcia ani nawet planować wizyty. Można po prostu iść przez miasto i nagle znaleźć się przed ścianą pełną plakatów.
Dla mnie jako autora jest też coś bardzo przyjemnego w zobaczeniu własnej pracy poza ekranem komputera i poza białą ścianą galerii. Wśród setek innych plakatów, w otoczeniu miasta, ludzi, drzew, chodników i całego tego codziennego bałaganu.
Bo plakat na ulicy jest chyba dokładnie tam, gdzie powinien być.
Marcin Jucha